13 problemów, które zrozumieją tylko Raverzy

Nasze imprezy są niesamowite, ale niestety często wśród przyjemnych rzeczy pojawiają się niewielkie trudności, które próbują zniszczyć zabawę. Na szczęście zawsze można sobie z nimi poradzić, a na koniec i tak przyznajemy, że było warto.
1. Coraz wyższe ceny biletów
Obecnie za wejściówki na największe jednodniowe imprezy trzeba płacić często nawet 70 euro, a bilety na weekendowe festiwale oscylują w granicach 150 euro. Co najgorsze, z każdą kolejną edycją ceny są podnoszone. W końcu jeżeli impreza wyprzedaje się w ciągu kilku godzin, co szkodzi organizatorom zwiększyć ceny? Często więc musimy stawać przed ciężkimi wyborami: jedzenie czy impreza? I tak wybór jest oczywisty. W końcu już w 2006 roku Showtek stwierdził „Spendin’ all my money on dope and extreme high price tickets. But in the end it’s all worth it.”
 
2. Toi-toi’owy survival
Mimo że dużo zapłaciłeś za bilet, nie licz na czyste łazienki. Błoto, woda (albo inny płyn) rozlana na podłodze to codzienność. A papier toaletowy? Już po godzinie trwania imprezy możesz o nim zapomnieć.
3. Długie kolejki
Imprezy stają się coraz popularniejsze, dzięki czemu mają większy rozmach i są częściej organizowane. Niestety każdy chce na nie jechać, a to oznacza długie kolejki do wejścia, barów czy toalet. Nieważne kiedy przyjdziesz, bo i tak będziesz musiał czekać.
4. Zgubieni przyjaciele
Wydaje się to nie być takie proste, ale naprawdę łatwo jest zgubić znajomych na festiwalu. Wystarczy na chwilę się zagapić by zniknęli w tłumie podczas wspólnego przejścia pod inną scenę. Zazwyczaj wtedy nerwowo zaczynamy się rozglądać szukając swoiskich twarzy, jednakże często jest już za późno. Brak zasięgu lub rozładowane telefony też nie pomagają w powrocie do przyjaciół. Zostaje więc samemu bawić się dalej z uczuciem porzucenia. Warto więc zawczasu umówić się na jakiś punkt spotkań.
5. Nakładające się godziny setów
Obecnie na największych festiwalach jest nawet 15 scen, na których występuje ponad 250 artystów. W tej sytuacji nie da się uniknąć nakładających godzin setów. A wtedy stajemy przed dylematem, którego dj’a wybrać. Często trzeba pójść na kompromis ze swoimi znajomymi i rezygnować z szansy na usłyszenie niektórych producentów. Dla lepszej organizacji warto sobie wcześniej przygotować plan dnia lub skorzystać z dedykowanych aplikacji na smartfona.
6. Zniszczone buty
Znacie to uczucie kiedy trzeba kupować 4 pary butów rocznie, bo Air maxy łatwo się rozklejają przy podeszwach? Na jednej imprezie spokojnie można zrobić kilkanaście kilometrów, a piaszczyste tereny (szczególnie na Dominatorze) nie sprzyjają konserwowaniu butów. Ale cóż, nie przeskoczymy tego. Pozostaje traktować zniszczone obuwie jako trofeum po dobrze stoczonej walce.
7. „Post-rave depression”
Największy z naszych problemów. Chyba każdy zna tą poimprezową depresję, kiedy wszystko traci sens i niczego się nie chce, a tęsknota za najpiękniejszymi chwilami w życiu rozdziera nas od środka. Po prostu jeżeli przez dłuższy czas żyło się marzeniami, czekając na ten upragniony The Qontinent, Decibel, Intents czy Defqon.1, ciężko pogodzić się z powrotem do normalnego życia. Ale z tego też można wyjść cało. Trzeba po prostu czekać aż minie i się nie poddawać. A najlepszym sposobem na poradzenie sobie z depresją jest zapisanie się na kolejny wyjazd lub chociaż kupienie biletu, bo to daje nadzieję, że jeszcze spotka Was coś miłego. Bardzo dobrze obrazuje to ten filmik: https://youtu.be/9S-6Je7JR3s
8. Papierosowy dym
Ten podpunkt dotyczy Cię tylko jeżeli sam nie palisz papierosów. Co prawda wśród wielu raverów zapach dymu przywołuje miłe wspomnienia związane z imprezami, ale sam w sobie nie jest niczym fajnym. Poza tym często zdarza się nadziać na czyjegoś papierosa podczas przechodzenia w tłumie. No cóż, trudno. I tak nie ma na to przeciwdziałania, więc pozostaje się pogodzić z papierosami, bo nigdy nie zmusi się wszystkich żeby chodzili do specjalnie wydzielonej strefy. Zresztą ciężko się dziwić, bo dla palacza to też nic przyjemnego.
9. Pogoda
Warunki atmosferyczne mają szczególne znaczenie w przypadku naszej muzyki, bo jest ona najpopularniejsza w Holandii, a ten kraj słynie z wyjątkowo zmiennej pogody. Co prawda zima jest tam dość łagodna, ale w lecie często pada, co szczególnie odczuwają osoby mieszkające pod namiotem na największych festiwalach. Zdarza się, że dopiero co świeciło słońce, a pięć minut później pada deszcz. Szczególnie złe fatum spoczywa na Defqonie.1, za to na Intentsie pogoda dopisuje tak bardzo, że wiele osób przypala sobie plecy od słońca.
10. Korki
Skoro na imprezie często jest po kilkadziesiąt tysięcy osób to ciężko oczekiwać, że taki tłum sprawnie wróci do domu. Szczególnie widoczne jest to przy wyjeżdżaniu z parkingu. Niech się cieszą Ci, którzy tego nigdy nie przeżyli. Dlatego warto korzystać z pociągów czy zorganizowanych autobusów, bo podjeżdżają one zazwyczaj do innego wyjścia z imprezy, przy którym nie ma aż takich tłumów.
11. Policja/ochrona
Holenderskie przepisy są dość liberalne, tak samo jak ochrona na naszych imprezach. Zazwyczaj naprawdę jest ona pomocna i nie robi problemów. Zdarza się jednak, że ktoś ma zły dzień i postanowi znaleźć sobie jakąś ofiarę. Wtedy na przykład ochroniarz potrafi zamknąć imprezowicza w „więzieniu” na całą noc za próbę przemytu butelki czy selfiesticka. Z pewnością dużo na ten temat do powiedzenia mieliby też Australijczycy, którzy mimo bardzo przyjaznego nastawienia, żyją w dość policyjnym państwie: http://www.hardtripy.pl/wpisy/defqon1au/
12. Powtarzalni dj’e
Ten problem dotyczy osób, które stosunkowo często imprezują. Niestety wielu dj’ów nie wysila się zbytnio i właściwie co imprezę gra to samo. Większości osób się to podoba, bo właśnie tego od nich oczekują. Ale przy którymś razie set staje się nudny, a wtedy warto otworzyć umysł na innych artystów. Dobrze też zwracać uwagę na specjalne sety, podczas których dj’e grają utwory z dawnych lat lub prezentują jakiś nowy performance.
13. Za słabi wojownicy
Chodzi o osoby, które odpadają przed końcem imprezy. Oczywiście każdemu może się zdarzyć, więc nie jest to nic złego. Problem w tym, że trochę szkoda patrzeć na osoby śpiące na trybunach lub pod płotem, więc naturalnym odruchem jest niesienie im pomocy i zaopiekowanie się. Ale wtedy tracimy imprezę. Jeżeli więc czyjeś zdrowie nie jest zagrożone, najlepiej pozwolić mu spać, bo i tak w żaden sposób nie jesteśmy w stanie pomóc.

Dodaj komentarz