CRAFT Festival 2016 – relacja

30 lipca w Amsterdamie odbyła się kolejna edycja CRAFT-a. Była to jedna z bardziej udanych imprez, ale zanim zdradzimy dlaczego, najpierw należy krótko przypomnieć historię tego festiwalu, bo to właśnie przez kontekst poprzednich edycji jest on najczęściej oceniany.

Pierwszy CRAFT odbył się w 2014 roku i był naturalną drogą rozwoju dla agencji Lose Your Mind. Wcześniej organizowała ona pomniejsze wydarzenia, a pod postacią swojego festiwalu zebrała je wszystkie w jednym miejscu. I tak na terenie imprezy można było znaleźć sceny Penoze czy Tijdmachine, które wcześniej istniały jako samodzielne koncepty. Całe przedsięwzięcie okazało się sukcesem, a organizatorzy byli zadowoleni ze sprzedania 12 tysięcy biletów, co stanowiło 75% całej puli. Jedynym minusem okazał się przejściowy deszcz, który jednak nie stanowił zbyt wielkiej przeszkody.  Z dumą możemy przyznać, że towarzyszymy CRAFT-owi od pierwszej edycji, bo już wtedy w ciemno zorganizowaliśmy wyjazd na tę imprezę. Line up okazał się być tak kuszący, że chętnych nie brakowało.

Sukces pierwszej edycji sprawił, iż wszyscy byli optymistycznie nastawieni wobec kolejnego wydarzenia, które miało się odbyć w 2015 roku. Organizatorzy też nie zawiedli, bo znowu przygotowali imponujący line up, a dodatkowo stworzyli trailer, który bez żadnej przesady może być nazywany jednym z najlepszych filmików promujących imprezę jaki kiedykolwiek powstał. Wszystko to sprawiło, że tym razem cała pula dostępnych biletów została wyprzedana. Duże zainteresowanie było widać także po naszym wyjeździe.

Niestety 25 lipca 2015 roku nie okazał się zbyt łaskawy. Od początku było wiadomo, że pogoda na festiwalu nie dopisze, więc większość osób odpowiednio przygotowała się na deszcz. Mimo to w Amsterdamie panował prawdziwy sztorm, a nie zwykła burza. Wiatr przerwał nawet trakcje kolejowe i linie wysokiego napięcia. Jak łatwo się domyślić, takie warunki okazały się tragiczne dla terenu festiwalu. W nocy został on znacznie zniszczony, a niebezpieczeństwo zawalenia się scen na odwiedzających sprawiło, że ostatecznie zdecydowano o odwołaniu zeszłorocznej edycji CRAFT-a. Niestety pierwsze oznaki nadchodzących wydarzeń pojawiły się dopiero godzinę przed planowanym otwarciem imprezy, a zarazem krótko przed naszym przyjazdem na miejsce. Początkowo nawet starano się ratować sytuację poprzez otworzenie głównej sceny, gdzie występowali artyści zgodnie z nowym line upem. Pograno jednak około 2 godziny, podczas których dalej padał deszcz. Mimo to część z przybyłych osób próbowała się bawić, a pozostali schowali się w hangarze wybudowanym na terenie stoczni. Ostatecznie jednak odwołano imprezę.

hang

Wyszło więc na to, że jechaliśmy praktycznie na darmo. Nic nie mogliśmy poradzić, ale żeby zrekompensować jakoś tę stratę uczestnikom naszego wyjazdu, otrzymali oni zniżkę na następną edycję CRAFT-a oraz wyjazd na Qlimax. Kilka dni później zareagowali również organizatorzy festiwalu, którzy poinformowali, iż bilety z 2015 roku będą ważne również podczas następnej edycji. Dodatkowo każdy na wejściu miał otrzymać okulary przeciwsłoneczne. Jakby tego było mało, przygotowano aftermovie, które nieco tłumaczyło całą tę sytuację. Oczywiście starania organizatorów nie zniwelowały całkowicie strat, jakie ponieśli odwiedzający (szczególnie przyjeżdżający z daleka), ale zbyt wiele więcej nie można było zrobić. W końcu Lose Your Mind poniosło spore straty, gdyż przygotowanie imprezy także kosztuje. Ze względu na odwołanie wydarzenia, nie zostały one nijak zrekompensowane i prawdopodobnie udało się odzyskać niewielką część pieniędzy włożonych w organizację. To właśnie ten aspekt jest kluczowy dla oceny ostatniej edycji.

Żeby nieco poprawić nadszarpnięty budżet, organizatorzy w tym roku nieco zmienili teren imprezy i zmniejszyli liczbę scen, co pozwoliło sprzedać dodatkowe 2500 biletów. Łącznie więc przewidziano 17500 osób. Zrezygnowano też z jakichkolwiek działań marketingowych, ale ludzie najwyraźniej wykazali się zrozumieniem dla złej sytuacji Lose Your Mind i nie żywili urazy do tej agencji, bo dodatkowe wejściówki i tak się wyprzedały. Mimo tego zastrzyku gotówki, po terenie imprezy było widać, że starano się maksymalnie oszczędzać. Tak przynajmniej sugerował wygląd scen podczas tegorocznej edycji. Właściwie przyłożono się tylko do dwóch scen – Penoze i Tijdmachine. Są one największe, bo na pierwszej z nich występują producenci tworzący Raw Hardstyle, a druga jest hołdem dla muzyki z lat 2004 – 2010, czyli tak zwanej złotej ery hardstyle’u. Mimo to, te dwie sceny nie miały zbyt wielkiego rozmachu, gdyż w całości składały się z płyt z nadrukowanymi grafikami. Nie można jednak powiedzieć, że były one brzydkie. Samo Penoze znacznie wyróżniało się na tle innych projektów, ponieważ całość przedstawiała białą górę (najprawdopodobniej proszku), w którą zostały powbijane różne kolorowe kółka, przypominające nieco tabletki. Wyżłobiono w nich loga Roleksa, Supermana czy Mitsubishi. Cóż… niektórym ten opis może się kojarzyć z różnymi dziwnymi rzeczami.

13912554_1784075378504949_7512545905341488498_n

Dodatkowo na korzyść Penoze przemawiało ulokowanie tej sceny między dwoma stoczniowymi hangarami, co nadawało całości industrialny klimat. To robi dość dużą różnicę, bo słuchanie mocniejszej odmiany Hardstyle’u widząc po bokach powybijane szyby, opuszczone budynki i graffiti powoduje nieco inne doznania. Ponadto dość kameralna atmosfera wydarzenia udzielała się również publiczności, która czuła ze sobą silniejszą więź niż na międzynarodowych imprezach z kilkudziesięcioma tysiącami odwiedzających. Jeśli zaś chodzi o aspekty muzyczne sceny Penoze, stały one na najwyższym poziomie. Jak już wspomnieliśmy, na line upie nie oszczędzano, co zapewniło takie występy jak Frequencerz Live, Gunz For Hire grający live przez 50 minut (zazwyczaj nie grają na żywo dłużej niż 30 minut), Hard Driver vs Ran-D, Alpha2 Recharged Showcase czy Phuture Noize Live i E-Force Live. Niestety oszczędzono tu na laserach i innych efektach, ale występujący artyści spokojnie rekompensowali tę stratę.

Jak już wspomnieliśmy, drugą większą sceną było Tijdmachine. Jej wygląd nawiązywał z kolei do czegoś w rodzaju elektrowni, a cała scena została wzbogacona ekranami LED. Połączenie to prezentowało się naprawdę bardzo dobrze i zebrało pozytywne opinie odwiedzających. Ale nawet gdyby wygląd Tijdmachine był paskudny, scena ta najprawdopodobniej wciąż cieszyłaby się ogromną popularnością. W końcu dość rzadko zdarza się żeby tacy producenci jak Wildstylez, Zatox, Psyko Punkz, Frontliner czy The Prophet przez cały występ grali swoje największe hity sprzed kilku lat. I tak podczas imprezy można było usłyszeć na przykład Live the moment, Shiverz, Music made addictz, Brutal, Faster’ N’ Further, Crump, Ctrl. Alt. Delete. Nic więc dziwnego, że niektórzy właśnie na tej scenie spędzili całą imprezę. Dodatkowo warto wspomnieć, że bezpośrednio po duecie D-Block & S-Te-Fan występował Noisecontrollers, co stworzyło idealną okazję do zagrania utworu pod tytułem Fuck The Noisecontrollers stworzonego specjalnie z okazji KnockOutu. Wszystko to przywoływało naprawdę miłe wspomnienia.

tijd

Jeśli chodzi o resztę scen, warto jeszcze zwrócić uwagę na wygląd Future. Była ona mała i pozbawiona efektów, ale „parkiet” otoczono stoczniowymi kontenerami, a całość znajdowała się pod nogami wielkiego żurawia. Reszta scen niestety prezentowała się o wiele gorzej i wystrój w pozostałych miejscach sprowadzał się właściwie tylko do symbolicznych świateł. Na scenie Access w ogóle nie było niczego poza stołem z konsoletą. Wszystko to brzmi jak narzekanie, ale tak naprawdę dla odwiedzających nie miało zbyt wielkiego znaczenia. I tak zawsze najważniejszy jest line up, a za taką cenę biletów nikt nie spodziewał się zbyt imponujących efektów.  Jedynym rzeczywistym minusem było nagłośnienie w niektórych miejscach. Szczególnie negatywnie wyróżniła się tu scena Reckless, na które królował Raw Hardstyle. Słaba akustyka opuszczonego hangaru połączona z mocnymi dźwiękami sprawiła, że momentami muzyka dudniła i była zagłuszana niosącym się echem. Na poprawę tego elementu zdecydowanie powinno się zwrócić uwagę przy okazji przyszłorocznej edycji.

future

Cały teren imprezy został bardzo dobrze rozplanowany, co pozwoliło uniknąć kolejek do barów lub toalet. Dodatkowo każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie, bo poza zwykłymi stoiskami z jedzeniem i piciem, do dyspozycji odwiedzających były też liczne foodtrucki czy indywidualne bary takich firm jak Captain Morgan. Wybór był naprawdę duży, więc nie zabrakło tureckiego jedzenia, różnorodnych burgerów, pizzy, owoców, a nawet smoothie czy proteinowych drinków dla osób dbających o sylwetkę również podczas imprezy. Dodatkowo całość utrzymano w dość umiarkowanych cenach (oczywiście jak na festiwalowe warunki). A skoro już jesteśmy przy cenach, oczywiście na terenie festiwalu płaciło się tokenami. Warto o nich wspomnieć, bo same w sobie były dość ciekawe. Oprócz kodu QR do Snapchata Lose Your Mind, z tyłu nadrukowano tam Pokemony. Jest to miłe urozmaicenie, chociaż wciąż górą pozostaje Intents Festival, na którym były tokeny z podobiznami różnych producentów.

FB_IMG_14699275249863813

Jak już wspomnieliśmy, CRAFT 2016 był jedną z lepszych imprez tego lata i nawet drobne niedociągnięcia nie stanowiły problemu. Całe złe wrażenie z poprzedniego roku zostało skutecznie zatarte, a Lose Your Mind udowodniło, że małe imprezy pod względem atmosfery i zabawy mogą konkurować nawet z największymi wydarzeniami. Trzeba też pamiętać, że CRAFT to wciąż młody koncept, a to daje nadzieję, że w przyszłości jeszcze bardziej się rozwinie. Po tym jak zeszłoroczne straty zostały nadrobione, pozostaje liczyć na to, że organizatorzy ponownie przygotują ciekawy trailer i jeszcze lepszy line up. Nas oczywiście po raz kolejny tam nie zabraknie, więc już teraz zapraszamy Was na przyszłoroczny wyjazd.

seba

Pełna galeria zdjęć

Dodaj komentarz