Freaqshow 2015 – relacja

Jeszcze kilka lat temu imprezą sylwestrową organizowaną przez Q-Dance było Final Qountdown odbywające się w Heineken Music Hall, jednakże w 2012 wydarzenie to zostało zastąpione przez Freaqshow. Powodem tej zmiany było ukończenie hali Ziggo Dome, która znajduje się zaraz obok HMH, ale może pomieścić około 20 tysięcy osób, zamiast wcześniejszego 5,5 tysiąca. Bilety na Final Qountdown co roku bardzo szybko się wyprzedawały, dlatego nic dziwnego, że Q-Dance bez wahania zdecydowało się przenieść imprezę na prawie czterokrotnie większy teren. Równocześnie zmieniono nazwę wydarzenia, chociaż jego formuła pozostała taka sama jak wcześniej. Chodzi tu o sztandarowy ranking najlepszych dziesięciu utworów, który jest sporządzany na podstawie głosów Internautów i ujawniany podczas imprezy, zaraz przed północą.

Już poprzednie edycje Freaqshow były całkowicie wyprzedane, ale w tym roku wszystkie bilety rozeszły się w rekordowo krótkim czasie. Oprócz stale rosnącej popularności wydarzenia, duży wpływ na to mogło mieć zaprzestanie organizowania belgijskiej imprezy sylwestrowej przez Bass Events, co sprawiło, że event stworzony przez Q-Dance nie miał praktycznie żadnej większej konkurencji. Mimo dość niewielkiej liczby fanów Hardstyle’u w naszym kraju, Freaqshow wzbudza spore zainteresowanie również wśród Polaków, o czym świadczy frekwencja na naszym wyjeździe. Całość rozpoczęła się w standardowym dla nas miejscu, czyli pod Spodkiem w Katowicach. Nietypowa była jednak godzina odjazdu autobusu, ponieważ wyruszaliśmy o 22 dnia 30 grudnia, czyli dość wcześnie. Wszystko dlatego, aby uczestnicy mieli więcej czasu wolnego na miejscu. W końcu impreza odbywała się w Amsterdamie, a to doskonała okazja do zwiedzenia stolicy Holandii, co spodobało się wielu osobom.

Głośna muzyka i oświetlenie włączone, piwa załadowane, szampan spakowany, wszyscy są – możemy ruszać. Potem już tylko zgarnięcie reszty ludzi we Wrocławiu i jedziemy bezpośrednio do Holandii. Tego co się działo w trakcie podróży raczej nie trzeba opisywać (albo lepiej tego nie robić). Warto tylko wspomnieć, że kilka osób standardowo zgubiło godność, a korki od szampana strzelały nie tylko na postojach. W końcu my świętowanie nowego roku zaczęliśmy już w autobusie. Tym, którzy nie byli pozostaje jedynie obejrzeć zdjęcia i filmiki wrzucane przez uczestników.

Po całonocnej imprezie i rekreacji w autokarze do Amsterdamu dojechaliśmy koło 13. Freaqshow zaczyna się o 20, więc uczestnicy mieli jeszcze dużo czasu na zwiedzanie miasta. Oczywiście nie chodzi tu o różnorodne zabytki stolicy Holandii, tylko o Coffee Shopy i urokliwe miejsca dzielnicy Czerwonych Latarni, do których wszyscy pospiesznie udali się mniejszymi grupkami. Cały czas wolny minął dość szybko, bo 31 grudnia to bardzo wyjątkowy dzień w Amsterdamie. Z jednej strony wciąż w centrum można znaleźć jarmark i świąteczne atrakcje, a z drugiej – wszyscy są już pochłonięcie nadchodzącym nowym rokiem. Ewidentnie świadczą o tym całodzienne pokazy fajerwerków i petardy rozrzucane na ulicy przez zupełnie przypadkowych ludzi. Czegoś takiego raczej nie da się uświadczyć w żadnym polskim mieście – to po prostu trzeba zobaczyć.

Po załadowaniu plecaków różnymi dziwnymi pamiątkami, w końcu mogliśmy wyruszyć pod Ziggo Dome. Imprezowy klimat dało się poczuć jeszcze przed wejściem, bo cały tłum skandował, a nawet dało się usłyszeć słynne „Here we fucking go”, które raczej rzadko zdarza się na hardstyle’owych eventach. Gdy bramy w końcu zostały otwarte, wszyscy mieli czas na przejście przez kontrolę bezpieczeństwa i przygotowanie się do ciężkiej nocy. W końcu Freaqshow trwa 11 godzin.

Punktualnie o 20:30 z głównej sali zaczęły dobiegać pierwsze dźwięki, za które odpowiadał Cyber. Co prawda Q-Dance do samego końca nie ujawniło line upu imprezy, jednakże dzięki wskazówkom łatwo było samemu dojść do tego, kto naprawdę będzie występował. Hardstyle’owa społeczność okazała się nawet na tyle pomocna, że udostępniono nieoficjalne obrazki z gotowym time table na smartfona. Dzięki temu dla nikogo nie było zaskoczeniem, że to właśnie młody Szwajcar miał przyjemność otworzyć imprezę. Nadawał się on do tego idealnie, bo w ciągu minionego roku zyskał naprawdę dużą popularność, a jego spokojniejsza muzyka z chwytliwymi melodiami była najlepszym wprowadzeniem wszystkich obecnych w imprezowy klimat. Freaqshow dla Cybera było jednym z większych dotychczasowych występów, ale doskonale sobie z nim poradził i całkowicie spełnił oczekiwania wszystkich obecnych.

12469478_920262188051192_5495590077876075992_o

Następnie przyszła pora na Lunę, który ze względu na wczesną porę grania nie mógł puszczać tego, co zazwyczaj podczas swoich obecnych występów. Pozostało mu więc odświeżyć największe klasyki, takie jak Rock Civilization czy Discorecord, co bardzo spodobało się publiczności. Mimo dużej dawki reverse bassu, pod koniec jednak nie zabrakło też kilku nowszych produkcji – np. remiksu Underground Tacticz. Po Lunie nastała kolej na duet The Viper & Dr Phunk. Jak łatwo się domyślić, takie połączenie mogło oznaczać tylko jedno – freestyle. Tak też się stało i obaj panowie raz za razem zaskakiwali zgromadzonych Jumpami, Rawem, Hardcorem i Nu-stylem. Ciężko było przewidzieć, jakie tempo przybierze następny utwór, ale nikomu to nie przeszkadzało, a fani Pussy Lounge z pewnością byli zachwyceni. Przyjemność z muzyki w najczystszej postaci. Poza tym The Viper & Dr Phunk grali w godzinach 22:45 – 23:45 i to był właśnie ten moment, kiedy można było poczuć, że impreza naprawdę się rozpoczęła. Chodzi o to, że wszyscy, którzy mieli się zjawić – już przybyli, a kto miał być tej nocy nietrzeźwy – zdążył wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Ten moment zazwyczaj czuć na eventach, bo właśnie wtedy wszyscy przestają się przejmować tym, co inni o nich pomyślą i przełączają się w prawdziwy tryb imprezowy.

Potem nastała chwila, na którą wszyscy czekali – prezentacja TOP 10 rankingu Q-Dance i odliczanie ostatnich minut do północy. To właśnie wtedy też główna scena pokazała cały swój urok. Jej wygląd na Freaqshow nigdy nie był porównywalny do najbardziej spektakularnych eventów, ale zawsze trzymała wysoki poziom i zazwyczaj podobała się obecnym. Teraz było tak samo. Całość opierała się na fluorescencyjnej masce karnawałowej i kilku ekranach ukazujących animacje nawiązujące do zabaw sylwestrowych. Plus oczywiście nie zabrakło nagrań, podczas których artyści odsłaniali swoją prawdziwą twarz, zdejmując maski znane z traileru. Resztę dopełniał stelaż na środku sali z kulą dyskotekową i dodatkowym oświetleniem. Całość prezentowała się naprawdę przyzwoicie i raczej nikt nie był zawiedziony. Oczywiście pirotechnika, konfetti i lasery również bardzo dobrze spełniły swoje zadanie, a o północy na publiczność dodatkowo spadła z sufitu lawina balonów.

Dziesięć najpopularniejszych produkcji minionego roku otworzył Oxygen stworzony przez Bass Modulators, co raczej nie było dla nikogo zaskoczeniem. Nieco bardziej interesująca była obecność na kolejnych miejscach May God Be With You All czy Brutala 5.0, bo zazwyczaj do TOP 10 łapały się bardziej przystępne utwory. Tradycyjnie nie zabrakło też hymnu ostatniego Defqonu.1 w Holandii, który zajął czwartą pozycję i z pewnością dobrze kojarzy się uczestnikom naszego wyjazdu. Mimo to największym wydarzeniem całego odliczania było zajęcie drugiego miejsca przez track Adaro ft. Danny Scandal – For The Street (Regain Remix). Regain już jakiś czas temu stał się naszą narodową dumą, a zajęcie drugiego miejsca tylko potwierdza, że czeka go naprawdę ciekawa przyszłość. Warto też dodać, że Broken znalazło się na 20. pozycji. Imponujące jest też to, że tak duża popularność została osiągnięta zaledwie w rok, bo jeszcze na poprzednim Freaqshow dużym wydarzeniem było to, że Adaro w ogóle zagrał Push it to the limit, ponieważ wcześniej polskie produkcje bardzo rzadko były puszczane na tak dużych imprezach. Teraz to już jest standard. Pierwsze miejsce w rankingu zajął Solar, co raczej nikogo nie zdziwiło, biorąc pod uwagę to, jakim wakacyjnym hitem był ten utwór.

12418870_10153714049551550_5426316534872173452_o

Oczywiście oznacza to również, że właśnie przy dźwiękach charakterystycznej melodii wygrywanej na saksofonie weszliśmy w 2016 rok. Sama północ na Freaqshow to moment magiczny. Już wspólne imprezowanie łączy ludzi, ale przeżywanie razem tej wyjątkowej chwili buduje naprawdę silne więzy. Szczególnie, że mowa o ludziach z całej Polski, którzy poznali się na wyjazdach i widują głównie na imprezach, ale stale utrzymują ze sobą kontakt. Oczywiście wspólne celebrowanie północy nie ograniczało się jedynie do wyjazdowego grona, bo na Freaqshow przytulają się ze sobą zupełnie przypadkowe osoby i wszyscy nawzajem życzą sobie jak najlepiej we właśnie rozpoczętym roku.

Zaraz po północy przyszła kolej na NCBM, czyli Noisecontrollers i Bass Modulators. Co prawda mieli oni mieć swój pierwszy wspólny występ dopiero na Hard Bassie, ale ze względu na trzymanie line upu Freaqshow w tajemnicy, nie mogli się przyznać, że tak naprawdę pojawią się razem już w Sylwestra. Tutaj muzycznie nie było już żadnej niespodzianki, ponieważ wszyscy trzej panowie zagrali dokładnie to, czego od nich oczekiwano. Nie zabrakło więc największych solowych hitów z ostatniego czasu, a także Rocked Up i wspomnianego Solar, czyli właśnie tych utworów, dzięki którym postanowiono utworzyć NCBM.

O 1:30 na scenę wskoczył Wildstylez, który także całkowicie spełnił pokładane w nim oczekiwania. Dalej występowali Audiotricz, czyli twórcy hymnu Freaqshow. Oni również w ciągu ostatniego roku poczynili znaczny postęp w swojej karierze i biorąc pod uwagę ich ostatnie produkcje, w przyszłości może być już tylko lepiej. Sam hymn o tytule VIII (ten numer w line upie mieli zamaskowani Audiotricz) też zebrał bardzo pozytywne opinie, co ma spore znaczenie, bo dotychczasowe hymny Freaqshow nie wyróżniały się zbytnio na tle zwykłych utworów. O 3:30 przyszła pora na Frontlinera. Oczywiście jest on jednym z najpopularniejszych hardstyle’owych producentów i jego obecność z pewnością podobała się wielu osobom. Niestety często można było się spotkać też z głosami, że line up na Freaqshow zawierał zbyt wielu artystów znanych z delikatnych melodii, a Frontliner rozpoczynający swojego seta 3,5 godziny przed końcem imprezy był trochę przesadą. Oczywiście to kwestia gustu, ale lepiej by jednak było, gdyby nieco pozmieniać ostatnich artystów.

Na szczęście wszyscy fani mocniejszych brzmień mieli jeszcze do wyboru drugą scenę. Jest ona niewielka i mieści około 700 osób, ale zawsze podczas imprez w Ziggo Dome Q-Dance umieszcza w niej artystów grających mocniejszą muzykę. Niestety dużą wadą tej sceny jest to, że dostać się do niej można jedynie windą, przez co przed wejściem trzeba odstać nawet pół godziny w kolejce. Dziwne jest też to, że w środku zawsze zostaje dużo wolnego miejsca i spokojnie można by tam pomieścić więcej osób, zamiast kazać stać im i czekać. Ponadto grano tam jedynie od 23 do 5 rano. Sam wygląd drugiej sceny nie zachwycał, ale miał raczej charakter symboliczny. O wiele większe znaczenie odgrywała muzyka i niepowtarzalny klimat.

12485803_10153714065391550_7780177976971934550_o

Po Frontlinerze ostatnimi artystami na głównej scenie był Dark Pact, B-Front i Radical Redemption. Pierwszy z nich standardowo dla siebie mieszał starsze produkcje z nowszymi, co sprawia, że jego sety wielu osobom bardziej podobają się od utworów przez niego tworzonych. Tym razem Dark Pact również nie zawiódł i odpowiednio przygotował publiczność przed kolejnymi artystami. B-Front według wielu osób niestety wypadł gorzej, bo jego występ brzmiał bardzo monotonnie i raczej niczym nie zaskoczył zgromadzonych. Potem przyszła kolej na Radicala, który też dla wielu osób brzmi nudno, ale jednak mocno zakończył całą noc, a większe tempo i mocne kicki były tym, co najlepiej sprawdza się na dobicie zgromadzonych. Potem pozostało już tylko wysłuchać magicznego „This was a Q-Dance event”, udać się do szafek i autobusu. Jak to na naszych wyjazdach, część uczestników zaraz poszła spać, ale nie zabrakło też osób, którym wciąż było mało i bawiło się przez całą drogę powrotną. Ogólnie podróż szybko minęła i w miarę wcześnie dotarliśmy z powrotem do Katowic. Nie oznacza to jednak, że sylwestrowa przygoda miała już dobiec końca.

Wszystko dlatego, że jedna ze stałych bywalczyń naszych wyjazdów nie mogła jechać na Freaqshow, ale zaprosiła nas do siebie na after. Nie spodziewała się jednak, że zaproszenie przyjmie 1/3 autobusu, a ostatni goście wyjdą od niej dwa dni później. 4-dniowy Sylwester zawsze spoko. Jak ładnie poprosimy, to Ola po Hard Bassie może też nas ugości. Tyle tylko, że tym razem pojedzie z nami.

One thought on “Freaqshow 2015 – relacja

  1. Taka relacja pozytywnie nastraja przed moim pierwszym eventem jakim jest hard bassem z ekipą hard tripow;-)

Dodaj komentarz