Hard Bass 2016 naszym okiem

Hard Bass jest jedną z najstarszych typowo hardstyle’owych imprez, ponieważ jego pierwsza edycja odbyła się jeszcze w 2001 roku. Mimo to – jak zwykle bywa w przypadku największych eventów – początki wyglądały zupełnie inaczej niż obecnie. Wszystko dlatego, że najpierw Hard Bass był małą imprezą klubową odbywającą się kilka razy w roku w Rotterdamie. Potem postanowiono ograniczyć liczbę edycji do dwóch rocznie, a równocześnie przenoszono wydarzenie w kolejne lokacje, które mogły pomieścić coraz większą liczbę osób. Przeprowadzek było kilka, gdyż w swojej historii Hard Bass może pochwalić się edycjami w Statenhal (Haga), SilverDome (Zoetermeer), Jaarbeurs (Utrecht) czy Brabanthallen (Den Bosch). Dwa ostatnie z wymienionych miejsc pewnie wydają się znajome, ponieważ w pierwszym z nich obecnie odbywa się Unlocked (do niedawna też Thrillogy), a w drugim Masters of Hardcore czy Supremacy. Dopiero od 2007 roku postanowiono przeprowadzać tylko jedną edycję Hard Bassu, a aktualną formę i lokalizację zyskał on w 2009 roku, kiedy impreza została przeniesiona na stadion Gelredome w Arnhem. Szczyci się on statusem największej indoorowej przestrzeni eventowej w Holandii, dlatego nic dziwnego, że B2S w obliczu stale rosnącej popularności imprezy wybrało właśnie to miejsce na jej lokalizację. Między innymi z tego też powodu Hard Bass często jest porównywany z Qlimaksem, który również odbywa się w Gelredome.

To właśnie w 2009 roku postanowiono też nieco zmienić formułę imprezy, ponieważ dotychczas oferowała ona odwiedzającym dwie lub trzy sceny z tradycyjnym line upem, który obejmował wielu artystów występujących pojedynczo. Obecnie całość jest podzielona na cztery teamy z przyporządkowanymi kolorami – niebieskim, zielonym, żółtym i czerwonym. W każdym z nich znajdują się po cztery aliasy – trzy z nich grają razem przez 1,5 h, a potem przez pół godziny czwarty występuje live. To właśnie ten ostatni akt wzbudza zazwyczaj największe emocje, ponieważ organizatorzy starają się zaprezentować podczas niego formacje, które dość rzadko można znaleźć w line upach innych imprez. Jako przykład można tu podać chociażby takie pozycje jak B-Frontliner, B-Freqz, Gunz for Hire, NCBM czy Donkey Rollers. Oddzielną kwestią są tu ostatni artyści z teamu Red, ponieważ od trzech lat B2S próbuje stworzyć dla nich z okazji Hard Bassu zupełnie nową formację, a dodatkowo początkowo ukrywa jej tożsamość. Tak właśnie stało się z Minus Militią, Freakz at Night i ostatnio z 3 The Hard Way.

Skoro już Hard Bass cieszy się tak dużą popularnością, nas również nie mogło na nim zabraknąć. I bardzo dobrze, bo frekwencja na naszym wyjeździe dopisała, co tylko pokazuje, że w Polsce sztandarowy event B2S również budzi duże zainteresowanie. Oprócz tego, że zgromadziliśmy liczną ekipę, towarzysko ludzie także się spisali. Niektórzy znali się już wcześniej, niektórzy nie, ale wszyscy dobrze się bawili. Nie zabrakło też osób, które po raz pierwszy uczestniczyły w naszym wyjeździe i były one pod wrażeniem, jak cała ekipa dobrze się ze sobą dogadywała. W końcu łączy nas ta sama muzyka. Oczywiście grała ona głośno, a wypite piwa (i nie tylko) liczono w setkach. Właściwie ciężko opisać to, co działo się w autobusie, ale podróż minęła bardzo szybko, a mogłaby trwać nawet jeszcze dłużej. Niektórzy nawet stwierdzili, że sam Hard Bass to już tylko dodatek. Ci, którzy kiedykolwiek uczestniczyli w naszych wyjazdach, powinni wiedzieć o co chodzi, a reszcie pozostają filmiki i zdjęcia. Niestety w końcu dojechaliśmy na miejsce, gdzie uczestnicy mieli czas wolny w centrum Arnhem. Oczywiście odpowiednio go wykorzystali.

12615734_10153683413041747_7616203229961882983_o

W końcu jednak wybiła 22:00, a to oznaczało, że bramy na Hard Bass zostały otwarte. Wejście na teren imprezy poszło wyjątkowo sprawnie, co było szczególnie istotne w porównaniu z poprzednim rokiem, gdy zaliczono półgodzinne opóźnienie. Potem pozostało już tylko przejść koło szafek, bramek bezpieczeństwa i wejść bezpośrednio na stadion, z którego dobiegały pierwsze dźwięki seta Balistica. Ten alias mówi sam za siebie i z góry było wiadomo, czego można się spodziewać – reverse bassu. I tak właśnie się stało, bo cały występ od początku do końca był przepełniony głównie produkcjami wydanymi w latach 2002 – 2005. Tego typu sety obecnie rzadko się zdarzają, więc nieco starsi słuchacze na pewno byli zadowoleni. Niestety Balistic miał za zadanie rozgrzać publiczność, co znaczyło, że tłum dopiero się schodził i początkowo parkiet świecił pustkami. Stadion zapełnił się dopiero w połowie występu teamu Blue, który był następny w kolejności.

W skład Niebieskich wchodził Wildstylez, Coone, Atmozfears i NCBM Live, co ewidentnie zwiastowało spokojniejsze utwory z rozbudowanymi melodiami i wokalami. Oczekiwania te zostały spełnione, a każdy z artystów chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony. Nie zabrakło więc w miarę aktualnych tytułów, takich jak Release, Gold Skies, premierowego hymnu Reverze 2016, Lies or Truth, Love x Hate czy This. Oprócz tego powrócono też do nieco starszych produkcji, jak na przykład Tonight, Lose my mind, czy Year of Summer, a całość zakończyła się utworem Eternalize, czyli hymnem Hard Bassu z 2012 roku, za który odpowiadał Headhunterz. A skoro już jesteśmy przy hymnach, w tym roku B2S postanowiło zaskoczyć odwiedzających nie tylko przesunięciem imprezy do przodu o dwa tygodnie, ale także brakiem jakichkolwiek utworów tego typu. Mimo że w poprzednich latach tworzono aż cztery hymny – po jednym dla każdego teamu. Warto też zauważyć, że kompletnie zrezygnowano z motywu przewodniego imprezy, a także porzucono transmisję video, co ma dość spore znaczenie, bo swego czasu Hard Bass szczycił się mianem jedynego hardstyle’owego eventu relacjonowanego poprzez YouTube. Są to raczej zmiany, które niezbyt przypadły wszystkim do gustu. O tym, czy są one stałe, przekonamy się pewnie przy okazji kolejnej edycji.

Ostatnie pół godziny występu teamu Blue należało do NCBM, czyli Noisecontrollers i Bass Modulators. Grali oni Live, więc nie zabrakło wspólnych produkcji, a także indywidualnych utworów obu aliasów. Widać było, że wszyscy trzej panowie wyjątkowo potraktowali występ na Hard Bassie, gdyż z jego okazji przygotowali specjalne wersje swoich najpopularniejszych produkcji. Punktem kulminacyjnym była jednak końcówka występu, gdy na scenę wszedł dodatkowy artysta, który zagrał na saksofonie intro Solar. Całość zrobiła naprawdę duże wrażenie, a moment, gdy melodia grana na żywo dobiegała końca i wchodziły wszystkim znane dźwięki właściwego utworu wywołała spore poruszenie wśród zgromadzonych. Takie elementy zawsze zapadają w pamięć.

12640233_10153683507161747_2896769161973300420_o

Skoro wcześniej wspomnieliśmy o tych mniej przyjemnych aspektach tegorocznej edycji Hard Bassu, należy zauważyć, że bardzo pozytywnym zaskoczeniem w tym roku był wygląd sceny. Zazwyczaj B2S skupiało się na efektownym oświetleniu, ruchomych elementach i wizualizacjach wyświetlanych na ogromnych ekranach, ale sama scena właściwie niczego nie przedstawiała. Co roku opierała się ona na figurach geometrycznych, które zostały umocowane na rusztowaniu przypominającym wszystkim prace budowlane. Oczywiście całość robiła duże wrażenie, ale jednak nigdy nie stanowiła zaskoczenia. W tym roku jednak było inaczej, ponieważ organizatorzy przygotowali scenę, która wyglądała jak statek bojowy. Całość została wzbogacona ekranami, laserami i bocznymi rusztowaniami, na których umieszczono ruchome skrzydła. Dzięki temu stało się też możliwe zamontowanie nieco inaczej rozmieszczonego nagłośnienia niż zwykle, bo zamiast typowych klastrów, na górze umieszczono aż cztery rzędy głośników. Dawało to bardzo dobry efekt, chociaż akurat Hard Bass zawsze był znany z porządnych doznań dźwiękowych. Na wspomnianych górnych skrzydłach znalazły się też dodatkowe miotacze ognia, które rozświetlały sufit nad widownią. I to właśnie ten element zostanie pewnie jednym z lepiej zapamiętanych przez publiczność.

Wszystko dlatego, że podczas intra teamu Green – czyli składu występującego po Blue – jeden z miotaczy zaczął płonąć po wypluciu kolejnej porcji ognia. Całość znajdowała się wysoko nad widownią, więc nikomu nic nie zagrażało, ale obudowa urządzenia po chwili zaczęła się topić, a niewielkie rozgrzane elementy spadały na parkiet. Wtedy już wszyscy stracili jakiekolwiek zainteresowanie sceną i zwrócili swoje oczy ku akcji gaszenia małego pożaru. Trzeba przyznać, że organizatorzy poradzili sobie z tym wyjątkowo sprawnie. Już po chwili tłum pod palącym się miotaczem ustąpił miejsca ochroniarzowi z gaśnicą, a ekipa zajmująca się oprawą wizualną obniżyła feralne skrzydło tak, aby można było ugasić ogień. Pierwsza próba się nie powiodła, jednakże potem jeszcze bardziej obniżono rusztowanie i w końcu płomień zgasł. W tym momencie wszyscy zaczęli gwizdać i bić brawo. Jakby nie było, niewielki pożar nikomu nie zagrażał, a cała akcja dostarczyła dużo zabawy publiczności. W końcu coś takiego zdarza się niezwykle rzadko. Potem miotacze ognia nad parkietem nie były włączane już do końca imprezy. Warto dodać, że ogień udało się ugasić jeszcze przed końcem intra teamu Green, więc nie trwało to długo. Cały przebieg tego zdarzenia można zobaczyć na poniższym filmiku:

Zielona drużyna składała się z Frontlinera, D-Blocka & S-Te-Fana, Hard Drivera oraz występu na żywo Mean Machine. Skład ten już przed imprezą wyglądał przedziwnie, ponieważ na pierwszy rzut oka wybrani artyści niezbyt do siebie pasowali. Ich występ dosadnie to potwierdził, bo całość zupełnie ze sobą nie współgrała. Po prostu łączenie takich artystów jak Frontliner i Hard Driver jest mało trafione, gdyż reprezentują oni zupełnie inne style muzyczne. W efekcie cały set był za różnorodny, a publiczność nie do końca wiedziała co ze sobą zrobić. No bo jak wczuć się w klimat gdy po utworze Radical Redemption & Hard Driver – Choppin’ Bodies zaraz wchodzi Frontliner – Discorecord (2013 Edit)? Biorąc pod uwagę dobór utworów, nic dziwnego, że niektórzy zamiast tańczyć woleli grać w karty:

12631379_1322827437743445_6995218665063854664_n

Team Green został jednak uratowany przez występ na żywo Mean Machine, czyli Zanego, The Beholdera (Neophyte) i MC Alee’ego. Ci trzej panowie jeszcze do niedawna mieli długą przerwę we wspólnej działalności, ale w marcu zeszłego roku postanowili powrócić z nowymi utworami i ponownie zacząć występować na imprezach. Mimo to ich pojawienie się na Hard Bassie wciąż było traktowane wyjątkowo, bo Mean Machine nadal dość rzadko można spotkać w line upach imprez. Panowie również specjalnie przygotowali się do tego wydarzenia, bo oprócz starszych i nowszych produkcji zagrali także kilka editów stworzonych z myślą o Hard Bassie. Całość brzmiała naprawdę dobrze, co osiągnięto dzięki odpowiedniemu wyważeniu nieco bardziej leciwych utworów z aktualnymi dźwiękami.

W skład trzeciego teamu oznaczonego kolorem żółtym wchodził Digital Punk, Frequencerz, Radical Redemption i Gunz for Hire, którzy oczywiście występowali Live. Dla wielu osób to właśnie o trzeciej w nocy zaczynała się prawdziwa impreza, bo wraz z wejściem kolejnej ekipy muzyka stała się mocniejsza, szybsza i energiczniejsza, a wszyscy obecni zdążyli już odpowiednio się rozkręcić. Nieco dziwne jedynie wydawało się to, że Radical Redemption należał do przedostatniej ekipy zamiast do teamu Red, ale ostatecznie całość całkiem dobrze do siebie pasowała. Wszyscy artyści chcieli się zaprezentować swoje możliwości, więc grali głównie własne produkcje. Nie zabrakło też kilku editów stworzonych specjalnie z myślą o tegorocznym Hard Bassie, jednego mash upu oraz paru tytułów premierowych. Niektórzy narzekali, że występ teamu Yellow został zdominowany przez Radicala, ale mimo to całość dość dobrze się ze sobą komponowała i ostatecznie raczej nikt nie był zawiedziony.

Oczywiście zwieńczeniem seta trzeciej ekipy był występ na żywo Gunz for Hire, którzy równocześnie prezentowali swoje nowe show i trasę koncertową #No Mercy. Muzycznie było wiadomo, czego można się spodziewać, więc pod tym względem raczej nikt nie był zaskoczony. Jeśli chodzi o wspomniane show – jak to zwykle bywa w takich przypadkach – zapowiedzi były bardzo entuzjastyczne, ale tak naprawdę niewiele się tu zmieniło względem wcześniejszych występów. Zaprezentowano nowe intro, miotacz CO2 został zastąpiony miotaczem ognia, a garnitury czymś na wzór sułtanny. I tyle. Nie jest to jednak nic złego, bo tak naprawdę ciężko byłoby wymyślić coś rzeczywiście oryginalnego. Gunz for Hire i tak udało się zrobić ogromne show swoim występem, więc ich set można zdecydowanie zaliczyć do udanych. A to, że obecnie ich produkcje nie robią takiego wrażenia jak swego czasu Kings of the Underground czy Bolivia, jest już kwestią gustu.

12514034_10153683925611747_7848322259719836999_o

O 5:00 przyszedł czas na ostatni team tego wieczoru, czyli Red. To właśnie wtedy spodziewano się najmocniejszej, najbrutalniejszej i najszybszej odmiany hardstyle’u, którą miał zapewnić Warface, Deetox, Delete i 3 The Hard Way. Tak przy okazji warto zwrócić uwagę na to, jak przez ostatnie kilka lat zmieniła się cała nasza muzyka. Jeszcze w 2013 roku to Gunz for Hire kończyli imprezę jako ci najmocniejsi, a obecnie ich wcześniejsze utwory można by określić mianem czegoś między rawem a euphoricami. Trzy lata temu w teamie Red można było też znaleźć nawet Brannana Hearta i Psyko Punkz, co dosadnie pokazuje, jak ewoluuje cały hardstyle. A wracając do tegorocznej edycji, ostatnia ekipa dała zgromadzonym dokładnie to, czego oczekiwali – screeche, zniekształcone kicki i przyspieszone tempo. Ostatnim zagranym utworem był nawet collab Warface’a z Destructive Tendencies, co odpowiednio przygotowało publiczność przed ostatnim setem tej nocy, czyli występem na żywo 3 The Hard Way.

To właśnie na ten moment czekało wielu Polaków, co było wyraźnie widać po natychmiastowym pojawieniu się pod sceną biało-czerwonych flag. Oczywiście miało to związek z obecnością Regaina, który już od dłuższego czasu godnie reprezentuje nas za granicą. Resztę składu 3 The Hard Way dopełniał Jason Payne i Requiem, jednakże oni są Holendrami, a ich obecność na większych imprezach nikogo przecież nie dziwi. Trio zaczęło swój występ od jedynej wspólnej produkcji, czyli „Strength. Domination. Power.”. Niektórzy oczekiwali nieco szerzej zakrojonej współpracy, ale przynajmniej ten jeden utwór zebrał bardzo dobre opinie. Niestety wszystko wskazuje na to, że Hard Bass będzie jednym z nielicznych wspólnych występów trzech panów, więc nie wiadomo, czy w przyszłości można liczyć na więcej produkcji. Bardzo możliwe, że z 3 The Hard Way stanie się to samo co z Freakz at Night w zeszłym roku. Po prostu chłopaki wolą skupić się na swojej solowej karierze, co otwarcie przyznają. Potem każdy z artystów kolejno puszczał autorskie produkcje. Wszystkie z nich są do siebie dość podobne stylistycznie, więc cały set był płynny oraz odpowiednio dopasowany i wycisnął ze zgromadzonych resztki sił. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj końcówka seta, bo każdy z artystów puścił po jednym HC edicie którejś ze swoich produkcji. W przypadku Regaina było to Insane, które naprawdę zrobiło ogromne wrażenie na publiczności i kompletnie ją dobiło.

Potem mogliśmy już tylko zobaczyć outro imprezy i z przykrością stwierdzić, że to koniec. Nie pozostało nam więc nic innego poza powrotem do autobusu i wyruszeniem do Polski. Na szczęście wszyscy po zasłużonym odpoczynku szybko powstali, a potem dalej afterowali sprawiając, że o wiele łatwiej było znieść świadomość tego, iż to już prawie koniec przygody związanej z Hard Bassem. Pozostaje więc podziękować wszystkim za uczynienie tego wyjazdu tak wyjątkowym oraz mieć nadzieję, że szybko ponownie się spotkamy w podobnym składzie. A oto bohaterowie tego pamiętnego weekendu (nie wszyscy):

grupowe

Dodaj komentarz