Sefa – biografia

Sefa Jeroen Vlaarkamp (tak, jego alias to po prostu pierwsze imię) urodził się 30 czerwca 2000 roku w holenderskim mieście Alkmaar. Nie miał on łatwego dzieciństwa, ponieważ ojciec pochodzący z Turcji zostawił swoją rodzinę, a jego matka w chwili narodzin miała zaledwie 18 lat oraz była uzależniona od alkoholu i narkotyków. Kochała jednak swojego syna, chociaż ze względu na swoje problemy, nie mogła się wtedy nim odpowiednio zaopiekować – zajęła się więc tym babcia. Trudna sytuacja rodzinna nie przeszkodziła jednak Sefie w rozwijaniu swoich zainteresowań – przez jakiś czas grał w piłkę, interesował historią, socjologią i psychologią, a w wolnych chwilach nawet czytał różne encyklopedie. Z pewnością jest mądrym chłopakiem, chociaż nie ominęły go problemy z edukacją, ponieważ przez pewien czas miał kłopoty z motywacją i nauczycielami, co sprawiło, że raz musiał powtarzać klasę. Zawsze jednak traktował poważnie swoją naukę, dlatego na początku kariery, kiedy jeszcze chodził do szkoły, dostosowywał bookingi do zajęć lekcyjnych. Jeżeli dany występ kolidowałby ze szkołą, nie decydował się na niego. Jak jednak sam przyznaje, studia to jedynie plan B, bo resztę lat woli poświęcić swojej karierze.

Jeśli zaś chodzi o rozwój muzyczny, Sefa potrafi grać na pianinie i organach (regularnie robi to w kościele Krijtbergkerk w Amsterdamie) oraz uwielbia muzykę klasyczną, co ewidentnie widać w jego obecnych utworach. Produkcją muzyki elektronicznej zajął się już w wieku 9 lat. Podstaw nauczył się sam przy pomocy laptopa i poradników z YouTube’a, ale początkowo interesował go Hardstyle. Jego przygoda z Frenchcorem zaczęła się od tego, że matka natknęła się w barze na Dr’a Peacocka, nawet nie wiedząc kim on jest. Jak się okazało, mieszkał bardzo blisko Sefy, dlatego zapytała, czy nie chciałby się spotkać z jej synem, który dla zabawy również zajmuje się produkcją. Peacock się zgodził, a młody Sefa po spotkaniu szybko “zaraził się” Frenchcorem (głównie ze względu na jego zróżnicowanie) i już w wieku 11 lat przesłał Steve’owi swój pierwszy utwór. Nie był on wystarczająco dobry, ale dalsza praca i nauka sprawiły, że w końcu Sefa wydał swoją premierową EP-kę w Peacock Records, która zawierała 3 utwory i nosiła tytuł Bad Dreams. Wtedy też artysta dołączył do agencji bookingowej BKJN, a 16 lipca 2016 roku po raz pierwszy wystąpił na imprezie BKJN: Vive La Frenchcore. Jego kariera nie trwa więc zbyt długo, ale już teraz zagrał on na większości najbardziej znanych imprez, hostował własne sceny, prowadził Titan Showcase na pierwszej edycji IMPAQT Festivalu, a nawet ma na koncie tegoroczny hymn Defqonu.

Prywatnie Sefa jest bardzo skromny i otwarty. Jak sam przyznaje, nie chce być postrzegany jako gwiazda. Potwierdza to też jego zachowanie, ponieważ często można zobaczyć jak z prywatnego konta w żartobliwy sposób odpisuje komuś na różnych fejsbukowych grupach. Przy okazji swojego pobytu w Australii zorganizował on też spotkanie w parku z fanami, gdzie dał występ na pianinie. Jeżeli kiedyś go spotkacie, na pewno nie odmówi Wam zdjęcia.

Ciekawostki:
Obecnie tego nie robi, ale kiedyś Sefa produkował muzykę przy dość głośno ustawionych monitorach, przez co już 2 razy jego dom odwiedzała policja. Przy trzecim ostrzeżeniu może ona skonfiskować sprzęt, dlatego teraz Sefa słucha muzyki o wiele ciszej.
Zazwyczaj artyści w swoich riderach technicznych wymagają od organizatorów zapewnienia energetyków i alkoholi. Sefa jednak chce tylko Lipton Green Ice Tea.
Prawo w Holandii zakazuje osobom niepełnoletnim występowania na eventach w godzinach 23:00 – 07:00, co na początku kariery Sefy było sporym utrudnieniem.

Który utwór tego artysty jest Waszym ulubionym?

Dodaj komentarz