The Glory Is Ours – Aftermovie

Ktoś mądry kiedyś powiedział:
Organizowanie imprez oczywiście musi przynosić pieniądze – inaczej nie mógłbyś opłacić DJ’ów i lokalizacji. Ale to nie jest najważniejsze. To coś w rodzaju gry, którą można porównać do piłkarskiej kariery. Jako sześciolatek marzysz o zostaniu profesjonalnym piłkarzem. W wieku 14 lat trafiasz do szkółki znanego klubu, potem jego właściwej drużyny, następnie przechodzisz do Barcelony czy Realu, a później kończysz w reprezentacji narodowej swojego kraju. Czy ten dzieciak kiedykolwiek kierował się głównie pieniędzmi? Nie, on chce być jedynie doceniany za swoje osiągnięcia. Nie ma piłkarzy, którzy grają tylko dla pieniędzy. Grają, bo kochają tę grę i chcą wygrywać. A wraz ze wzrostem poziomu trudności wygrywanie zaczyna sprawiać coraz więcej radości. Dlatego największą motywacją jest znajdowanie sobie kolejnych wyzwań. Takich, dzięki którym kiedyś będą o tobie pamiętali. The Glory Is Ours.

 

Poradnik weekendowej wojowniczki

Uwaga: ten tekst to tylko damskie uzupełnienie naszego Poradnika Weekendowego Wojownika, które powstało dzięki żeńskiej części uczestników wyjazdów. Prosimy więc zapoznać się również z tamtym kompendium.

Dziewczynom szczególnie warto przemyśleć ilość niezbędnych rzeczy, bo szkoda marnować czas na grzebanie w namiocie/torbie w poszukiwaniu czegoś, co jest naprawdę potrzebne. Namiot jak pokój – szybko się zagraca :). Zbyt duża torba zajmuje przestrzeń, na której mogłybyśmy się wygodnie wyspać, a dodatkowo ciężko ją nosić. Dobrze jest przygotować sobie przed wyjazdem kilka „zestawów” ubrań na każdy dzień i spakować np. do osobnych reklamówek (w tym majtki i skarpetki ) dzięki temu możesz wszystko za jednym zamachem zabrać i szybko lecieć pod prysznic oraz wyglądać świetnie w dopasowanym outficie, a nie w pierwszej lepszej brudnej koszulce wylosowanej z namiotu w przerwach między kieliszkami ciepłej wódki. Dzięki owinięciu rzeczy folią, dodatkowo nie powinny się pognieść w trakcie podróży oraz zamoczyć gdyby ktoś przypadkowo coś rozlał lub padał deszcz w trakcie wprowadzania się na camping.

Polecamy również wziąć ze sobą jakąś małą torbę/reklamówkę na ręcznik, kosmetyczkę i ubrania gdy będziesz się wybierać do toalety. Sprawy pielęgnacyjne najlepiej jest załatwić w nocy, kiedy nie ma kolejek i wstęp jest za darmo (w ciągu dnia zazwyczaj płaci się tokenami, a przecież lepiej się napić niż wykąpać ). Najlepiej wziąć jakiś ciepły dresik oraz skarpety do spania i przywdziać to od razu po nocnym prysznicu, a następnie udać się do spania lub imprezować dalej. Oczywiście makijaż na noc jest zbędny – tak czy inaczej jest ciemno, wszyscy są nawaleni, a męska część HardTripów kocha nas nie za wygląd lecz za wspaniały gust muzyczny, co nie? (Bez przesady, za wygląd też Was kochamy – dop. HT). Makijaż najlepiej zrobić rano w namiocie – pamiętaj żeby zabrać ze sobą lusterko. Zdecydowanie odradzamy branie ze sobą prostownicy, bo podłączysz ją tylko w łazience, a rano na pewno będzie tam duża kolejka do gniazdka. Nic się nie stanie jeżeli przez weekend Twoje włosy będą trochę bardziej zakręcone niż zwykle.

Ogranicz również ilość kosmetyków do minimum i weź tylko podstawowe rzeczy do makijażu. Te do kąpieli najlepiej przelać do małych butelek podróżnych dostępnych np. w Rossmanie za grosze. Lepiej wziąć swoje sprawdzone kosmetyki niż kupować mini wersje, których nie używałaś wcześniej. Zaoszczędzone miejsce przyda się na dodatkowe alko. Bardzo przydatne są mokre chusteczki do demakijażu oraz te z antyperspirantem (dobrze jest się odświeżyć w ciągu dnia), fajnie jest też mieć suchy szampon.

Postępowanie w sposób podany powyżej pozwoli na wyspanie się przed otwarciem bram festwalu, zminimalizowanie czasu spędzonego na bezsensownych przygotowaniach i uniknięcie wysłuchiwania „idziemy juuuuuuż „, „nie zdążymy na Wildstyleza”, „Kolejka ciepłej Cię ominęła” itp…

Jeśli chodzi o kilka rad na temat rzeczy, które warto zabrać, a nie zostały wymienione powyżej, to na przykład 2 pary butów sportowych w razie gdyby jedne przemokły, większa ilość skarpetek też się przyda. Dobrze wziąć również klapki na wycieczki pod prysznic. Na teren festiwalu polecamy zabrać mały plecak lub stringbag HardTripów, do którego spakujemy najważniejsze rzeczy tj. telefon, portfel, coś do ubrania gdyby zrobiło się zimno. Są też osoby, które wolą nerki, ale plecak jest pojemniejszy, dzięki temu spakujesz tam więcej potrzebnych rzeczy i nie będziesz musiała biegać co chwilę do namiotu. Przed festiwalem sprawdź czy da się w nim swobodnie skakać/tańczyć. Najlepiej włączyć sobie w tym celu dobrego seta, zacząć skakać i szaleć tak jakbyś była w tłumie ludzi próbujących wskoczyć w Twoją przestrzeń osobistą. Weź też pod uwagę, czy plecak nie będzie przeszkadzał osobom dookoła. Nie zapomnij o kremie z filtrem i dużej ilości wody. Pamiętaj też o dbaniu o uczestników wyjazdu, którzy nie są w stanie z różnych powodów zadbać o to, aby uniknąć poparzeń słonecznych lub odwodnienia 😉

No i najważniejsze: nie przejmuj się wyglądem! Na festiwalach warunki atmosferyczne dają się we znaki, a niestety większość z nas ma problemy z utrzymaniem makijażu czy włosów w perfekcyjnym stanie w czasie deszczu lub wiatru. Szalejąc w słońcu z kolei się spocisz, więc też zniszczysz kreację. W takich okolicznościach najlepiej po prostu to olać, nie patrzeć w lustro i bawić się na całego bez zbędnych zmartwień. Na tego typu imprezach przecież chodzi o fun, a nie o wygląd (no chyba, że chcesz zostać gwiazdą aftermovie). Swoją drogą oglądanie potem zdjęć tego jak komicznie się niekiedy wyglądało to niezwykłe przeżycie. Oczywiście jest parę sposobów na zatuszowanie niedoskonałości, jak na przykład wodoodporny makijaż, czapka z daszkiem, gdy włosy nie chcą współpracować lub okulary przeciwsłoneczne, kiedy nie byłyśmy w stanie się pomalować lub mogło to grozić utratą wzroku podczas nakładania mascary po pijaku. Oczywiście okulary przeciwsłoneczne są jak najbardziej dozwolone w dzień i w nocy.

Dziewczyny, jeżeli macie jeszcze jakieś porady dla żeńskiej części wyjazdów, dajcie znać w komentarzu!

Poimprezowa depresja – jak sobie z nią radzić?

 

Powrót z festiwalu, a nawet zwykłej imprezy bywa bolesny. Nawet podczas drogi powrotnej przygoda jeszcze trwa, ale gdy już wrócisz do domu i odeśpisz miniony weekend, dociera do Ciebie, że wszystko się skończyło. Pojawia się uczucie tęsknoty, samotności (dopiero co miałeś wokół siebie cały autobus ludzi) i marności wszystkiego co Cię otacza. Bo teraz już nic nie może się równać z tym, co przeżyłeś w ostatnich dniach. To zupełnie normalne i większość raverów tego doświadcza. Są jednak sposoby, które pomogą Ci szybko pozbyć się poeventowej depresji.

  1. Zaplanuj kolejną imprezę

Jeśli nie możesz ciągle żyć przygodą, żyj oczekiwaniem na nią. Jak twierdzą psychologowie, oczekiwanie na przyszłe doświadczenia, na przykład planowanie podróży, dają równie dużo radości, co ich przeżywanie. Dzięki temu zyskasz motor napędowy, bo będziesz wiedział, że na horyzoncie Twojej normalnej egzystencji majaczy kolejne wydarzenie, na które warto czekać. Najprościej zapisać się na następny wyjazd, ale na tym nie kończ swoich planów. Pooglądaj zdjęcia z innych imprez, sprawdź line upy czy przesłuchaj sety i wybierz dla siebie kolejny event.

  1. Niech miłe doświadczenia będą obok Ciebie

Jeżeli z różnych powodów raczej rzadko jeździsz na festiwale, pomyśl o aktywnościach w Twoim bliższym otoczeniu. Najlepiej zrób coś, czego jeszcze nigdy nie robiłeś. O ile nie uprawiasz sportów, wyjdź pobiegać, przejedź się rowerem lub po prostu pójdź na spacer – ale w miejsce, którego nie znasz. Jeżeli w Twojej okolicy są jakieś opuszczone budynki – zwiedź je. Zapisz się na bieg masowy, pójdź do escape roomu lub parku trampolin, spędź noc pod namiotem. Ważne żeby spróbować czegoś nowego. Pamiętaj, że im ciekawsze będzie Twoje życie codzienne, tym łatwiej będzie Ci do niego wracać po niesamowitym weekendzie. Miej tylko na uwadze, że musisz powoli wdrażać się do normalności, więc jakiś wyjazd w góry raczej odpada. Gdybyś od razu po powrocie z Decibela wyjechał gdzieś indziej, jedynie przesunąłbyś poimprezową depresję na moment, kiedy ostatecznie wrócisz do domu.

  1. Uprawiaj sport

Jest to uzupełnienie poprzedniego punktu. Jeżeli na co dzień coś ćwiczysz, idź na trening gdy już się wyśpisz po festiwalu. Brak chęci do życia może skutecznie to utrudniać, ale kluczowe jest, aby starać się jak najszybciej powrócić do normalności. A skoro zwykle uprawiasz sport, zrób to też teraz. Przez ciągłe wracanie myślami do weekendu możesz mieć problem ze skupieniem się na aktywności, więc zamiast siłowni czy sportów walki, lepszym wyborem będzie tu bieganie czy jazda na rowerze, bo to rzeczy niewymagające zbytniego wysiłku umysłowego. A jeżeli zwykle nie interesujesz się sportem, tym bardziej spróbuj ruszyć się z domu, co uwolni u Ciebie endorfiny.

  1. Opisz swoje przeżycia

Nie musisz być blogerem – po prostu wrzuć posta na Facebooka ze zdjęciami i opisem tego, co przeżyłeś. Zaraz w komentarzach pewnie odezwą się Twoi towarzysze weekendu, którzy zaczną razem z Tobą wspominać najlepsze momenty. Inni znajomi będą Ci pozytywnie zazdrościć i zadawać pytania, a to wszystko sprawi, że zamiast z utęsknieniem wspominać festiwal, będziesz dumny z tego, czego udało Ci się w jego trakcie dokonać. W ostateczności zyskasz towarzyszy niedoli i zobaczysz, że nie tylko Ty cierpisz po weekendzie – to też powinno pomóc.

  1. Nie siedź sam

Zamiast siedzieć w samotności i zadręczać się myślami, spędź czas z innymi. Będzie to uzupełnieniem poprzedniego punktu. Spotkaj się, zróbcie coś razem – może to być nawet wspólne oglądanie zdjęć z weekendu. Nawet nie musicie razem robić niczego konkretnego. Ważne żeby mieć kogoś w pobliżu.

  1. Uświadom sobie, co tak naprawdę straciłeś

Trzy dni spędzone na Defqonie czy Qontinencie pozwalają przenieść się w zupełnie inny świat, odgrodzony bramą campingu od realnego życia. W porównaniu do festiwalu rzeczywistość wydaje się szara, więc nic dziwnego, że chciałbyś aby weekend trwał wiecznie. Tylko czy na pewno? Pomyśl sobie teraz, że Defqon miałby trwać miesiąc albo dłużej. Na pewno tego byś chciał? Ciągłe imprezy, mniejszy komfort i brak snu w końcu stałyby się męczące i marzyłbyś o powrocie do domu. Zrozum więc, że to co dobre, nie może trwać zbyt długo, bo przestałoby Ci się podobać. Dlatego traktuj powrót jako dopełnienie całego wyjazdu, a nie smutną konieczność. Jak to się mówi: trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.

Wewnętrzna pustka po evencie powinna być Wam wszystkim znana. Macie jeszcze jakieś sposoby na radzenie sobie z nią?

 

inspiracja

 

Historia pewnych barierek

Dla wielu pełnią rolę szatni, podestu lub czegoś, na czym można się wyżyć podczas energicznego seta – mowa o metalowych barierkach, które stoją pod sceną na imprezach i oddzielają tłum od elementów dekoracyjnych czy pirotechniki. Niby jest to zwykły kawałek metalu, ale zastanawialiście się kiedyś, jaka się kryje za nim historia? Jego profesjonalna nazwa to Mojo Barrier. Została ona zarejestrowana jako znak towarowy i pochodzi od firmy MOJO, która jest jednym z największych holenderskich (a jakże) organizatorów koncertów. Sam projekt powstał w latach 80’, a przypisuje się go Johnowi Mulderowi (obecnie 63 lata), który jest prezesem wspomnianej firmy MOJO, a także światowym ekspertem od bezpieczeństwa imprez masowych.

Potrzeba wymyślenia nowego typu barierek pojawiła się po solowych występach Michaela Jacksona, które odbywały się 2, 5, 6 i 7 czerwca 1988 roku na stadionie Feyenoordu Rotterdam. Jak wspomina Mulder, w obiekcie każdego dnia znajdowało się 16 tysięcy osób, a każda z fanek chciała stanąć jak najbliżej Jacksona. Cały tłum napierał na scenę, a jeszcze przed rozpoczęciem występu ochrona musiała wyrzucić zza barierek 100-150 dziewczyn próbujących przeskoczyć na drugą stronę. Często skakało po kilka osób na raz, a gdyby było ich jeszcze więcej, tłum zacząłby się nawzajem tratować. W ciągu całego koncertu ratownicy medyczni i tak musieli interweniować około 350 razy.

Mimo że na wcześniejszych imprezach można było zauważyć problemy tego typu, dopiero fanki Michaela Jacksona przelały czarę goryczy. Wtedy John Mulder stwierdził, że koniecznie trzeba coś z tym zrobić. Barierki powinny lepiej odgradzać scenę od tłumu, ale równocześnie organizatorzy nie chcieliby stawiać tam zasieków zasłaniających widok na artystę. Wtedy dyrektor firmy MOJO stworzył projekt barierki, która miała 1,2 m szerokości i wysokość taką, żeby sięgać ludziom mniej więcej do żeber. W ten sposób stanowiła przeszkodę przy przeskakiwaniu, ale nie przeszkadzała w obserwowaniu show. Z przodu i z tyłu umieszczono wystającą kratkę, na której osadzono całą konstrukcję. Dzięki temu wszystko było stabilne, a dodatkowo ludzie stojący na przedniej kratce przytrzymywali barierkę swoim ciężarem. Oprócz tego po wewnętrznej stronie znalazł się schodek dla ochroniarzy – mogli oni z niego wypychać próbujących przedrzeć się ludzi. Wszystko dopełniały prosty system montażowy, który umożliwiał szybkie łączenie ze sobą barierek.

Mimo że projekt był gotowy, MOJO nie rozpoczęło produkcji nowych barierek na szerszą skalę. Aż do trzech występów Prince’a, które miały się odbyć dwa miesiące po Jacksonie, a za ich organizację również odpowiadała firma Muldera. Prince wtedy był załamany, bo krótko wcześniej występował w Oslo, gdzie również wiele fanek chciało wedrzeć się na scenę, przy czym część z nich odniosła obrażenia. Punkt medyczny znajdował się tylko z lewej strony sceny, dlatego jeżeli ktoś ucierpiał po prawej, artysta musiał patrzeć na ratowników niosących jego własnych fanów. Wtedy też powiedział, że wolałby odwołać swoje występy w Holandii, bo nie chce aby fani robili sobie krzywdę gdy będzie grał na gitarze. To oczywiście było nie na rękę organizatorowi, który musiałby zwrócić 120 tysięcy biletów. Wtedy Mulder zaprezentował Prince’owi projekt swojej barierki i uzgodnił, że jeżeli podczas pierwszego występu zda ona test, artysta zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami zagra jeszcze dwa razy. Okazało się, że Mojo Barrier rzeczywiście o wiele lepiej poradziły sobie z zatrzymaniem napierającego tłumu. Prince był pod takim wrażeniem, że później już nie chciał występować bez nowego zabezpieczenia sceny. Wtedy wynajął od MOJO całą ekipę techniczną wraz z barierkami, które jeździły razem z nim w trakcie europejskiej trasy koncertowej.

Potem swoje poparcie dla nowego pomysłu wyraziły m.in. U2, Metallica czy Guns’ n Roses. Mulder chwali się, że zespoły te w trasę brały ze sobą tylko własne nagłośnienie, instrumenty i barierki. Dalej pomysł był kopiowany, co spowodowało, że twórca musiał bronić swojego patentu w sądzie i ścigać złodziei jego własności intelektualnej. Obecnie wymyślony przez niego typ barierek można spotkać, na festiwalach, koncertach, biegach masowych, meczach i właściwie każdym typie wydarzeń, w którym uczestniczy tłum ludzi. Mulder przyznaje, że czuje ogromną dumę za każdym razem widząc wykorzystanie swojego projektu. Ponadto uważa za magiczne to, że na przestrzeni lat zupełnie nie zmienił się on względem oryginału. W końcu rzadko widuje się w użyciu przedmioty, które nadal są w swojej pierwotnej formie z 1988 roku.

Czego nigdy nie usłyszysz od ravera?

Są takie rzeczy, których żadne z nas nigdy by nie wypowiedziało. Zgadzacie się z poniższą listą?

  1. Jasne, niepotrzebny nam „late check out” w hotelu, a śniadanie mogę zjeść o 7 rano – od razu po imprezie.
  2. O! W moim własnym time table żadni dj’e się na siebie nie nakładają!
  3. Ale te toi-toie były czyste!
  4. O jakie piguły pytasz? Tabletki przeciwbólowe?
  5. Kupiłem dokładnie tyle tokenów, ile potrzebowałem i żadne nie zostały mi po imprezie.
  6. Ale ci ludzie ładnie pachną!
  7. Air Maxy? Wolę Adidasa.
  8. Raczej nie będę nagrywał endshow telefonem. Lepiej w pełni cieszyć się widokiem na żywo.
  9. Ćwiczę tylko dla siebie. Nie obchodzi mnie co pomyślą o mnie ludzie gdy zdejmę koszulkę na festiwalu.
  10. Uwielbiam gdy producenci stosują trochę bardziej komercyjne dźwięki. Dobra robota!
  11. Nie, raczej nie będę robił sobie zdjęć grupowych na tle sceny.
  12. Line up idealnie trafił w mój gust!
  13. Wystarczająco się najadłem na imprezie. Nie musimy już jechać do McDonald’sa.
  14. Nie, nie żywię urazy do ludzi, którzy przyszli na festiwal zupełnie nic nie wiedząc o tej muzyce.
  15. Opłaty transakcyjne są w porządku. W końcu ludzie prowadzący bileterie też muszą z czegoś żyć.
  16. Bateria w smartfonie zawsze wytrzymuje mi całą noc.
  17. Dzisiaj zrobimy tylko jednego snapa i jedno insta story. (khykhy-Pepe-khykhy).
  18. Te drinki są całkiem opłacalne, a przy barze nie czeka się zbyt długo.
  19. Ale było słabo. Moja noga już nigdy więcej na Decibelu nie postanie!
  20. Na szczęście pamiętałem o wzięciu zatyczek do uszu!
  21. Tylko 25 EUR za koszulkę!? Na Tomorrowlandzie były po 35 i nie narzekałem.
  22. To fajnie, że Hardstyle’owiec przyszedł na speedcore’ową imprezę. Poszerzy swoje horyzonty i może polubi naszą muzykę!
  23. Zakup biletu od ręki? Bez internetowej kolejki już nie ma tego klimatu.
  24. Taki kawał nieść rzeczy na camping Defqonu? Przynajmniej przypakuję bicepsa.
  25. Zdecydowanie wziąłem za mało jedzenia na Qontinent. Za to mogłem wziąć mniej piwa.
  26. Bilety na Intents wyprzedane w 15 minut? To fajnie, że impreza tak szybko się rozrasta.
  27. Nie ma problemu, że ta dziewczyna z flagą zasłania mi cały widok. Patriotyzm nakazuje pokazywać swoje barwy narodowe.
  28. Kupić nowe buty czy bilet na Hard Bass?
Coś z tego brzmi znajomo lub dopisalibyście coś do tej listy? Piszcie w komentarzu!
Żródło + własne

Ceny na eventach

Na eventach płaci się gotówką za szafkę, parking i merchandise, a za napoje i jedzenie tokenami. Zazwyczaj można je kupić w kasie lub automacie. Przeciętna cena to 10 euro za 4 tokeny, ale zdarzają się też warianty 11 euro za 4 tokeny lub 10 euro za 3,5 tokena. Nie można kupić pojedynczych żetonów. Najczęściej koło automatów lub kas znajduje się dokładna rozpiska możliwych wariantów zamówienia, np. 10 euro – 4 tokeny, 20 euro – 8 tokenów itd. Nie działa tu zasada: Im więcej tym taniej.

Ceny w barze to zazwyczaj:

  • 0,5 tokena – banany i jabłka
  • 1 token – piwo (0,3-0,2l), napoje (0,25l), flugel, małe przekąski, lody
  • 1,5 – różne przekąski, drinki, napoje energetyczne, frytki
  • 2 tokeny – różne przekąski, woda (0,5l)
  • 2,5 tokena – hamburgery i drinki

Tokenami płaci się w strefach gastronomicznych oraz można nimi zapłacić też za oficjalną płytę danego festiwalu. Zazwyczaj jest podana informacja, że płyta kosztuje np. 20 euro lub 8 tokenów.

Oprócz części gastronomicznej zwykle są też mniejsze stoiska z np. okularami przeciwsłonecznymi, wachlarzami, maskami, zatyczkami do uszu (2 euro), cukierkami i lizakami. W tego typu miejscach płaci się gotówką.

Na każdym evencie, nawet jeśli nie ma on oficjalnej kolekcji odzieżowej, znajdują się sklepy z ubraniami (podpisane jako Merchandise). Są tam breloczki (5 euro), opaski na ręke (5-6 euro), czapki (20-25 euro), koszulki (25-30 euro), flagi (20-25 euro) i bluzy (55-65 euro). Jeżeli dany festiwal nie ma ubrań sygnowanych swoim logo to i tak są w sprzedaży inne tematyczne koszulki z np. motywami z hard-tracków czy różnych labeli. Organizacja przy stoiskach z merchandasem na największych wydarzeniach wygląda następująco: kolejka jest wyznaczona przez barierki. Do kolejki wszystkich chętnych wpuszcza ochroniarz dbający o to, żeby nie było zbyt dużego tłoku. Kolejka się przesuwa koło lady, przy której można z bliska obejrzeć asortyment, a w razie chęci przymierzenia danego modelu, poprosić jedną z wielu ekspedientek. Gdy już dokona się wyboru, przechodzi się do kasy. Mówi się co się wybrało i płaci. Sprzedawca wydaje papierek z informacją o zakupie. Z tym papierkiem przechodzi się do okienka odbioru.

Na eventach nigdy nie ma bankomatów, jednakże prawie zawsze można płacić kartą za tokeny lub ubrania.

Wchodząc na teren festiwalu należy się poddać kontroli bezpieczeństwa. Jest ona mniej lub bardziej dokładna. Zazwyczaj najdokładniejsza jest na eventach odbywających się w halach stworzonych specjalnie do organizacji tego typu wydarzeń (Ziggo Dome, Heineken Music Hall itd). Wynika to z tego, że pracują tam etatowi ochroniarze, którzy mają z góry wyznaczone obowiązki i najczęściej się do nich stosują.

Nieco mniej rygorystycznie jest na eventach indoorowych, ale odbywających się na stadionach, które na co dzień pełnią inną rolę.

Największa swoboda tego co się wnosi ze sobą jest na festiwalach outdoorowych.

Informacje, które tu są zamieszczone nie służą poradzie gdzie najlepiej przemycać narkotyki, tylko chodzi o to, że jeśli się uda, można ze sobą wnieść jakieś batoniki lub inne małe przekąski. Ochroniarze nigdy nie robią problemów w przypadku papierosów czy gum do żucia. Nawet jeśli opakowania będą otwarte.

Na teren imprezy można wejść z plecakiem. W przypadku wyjazdów organizowanych przez HardTripy nie ma problemu z zostawieniem plecaka w busie na czas trwania eventu, ale jeśli ktoś woli mieć coś podręcznego przy sobie to nie ma kłopotu z wejściem.

Żeby mieć gdzie przechowywać rzeczy, organizatorzy udostępniają szafki. Ich ceny to zazwyczaj 7/9 euro + czasami 5 euro kaucji zwrotnej przy oddaniu kluczyka. W eventowych halach często jest darmowa szatnia, ale można w niej zostawić tylko okrycia wierzchnie. Plecaki i torebki należy schować do szafki, która np. w Ziggo Dome kosztuje 2 euro, ale płatność trzeba powtórzyć przy każdym zamknięciu szafki.

W przypadku zimowych eventów organizowanych na stadionach, podczas których uczestnicy wyjazdu wychodzą z autokaru w kurtkach, polecamy zebranie się w grupę i schowanie wszystkiego do jednej szafki, bo jeśli się postarać, można w nich upchać nawet 5 kurtek. Nie dotyczy to typowych hal koncertowych, bo tam szafki są mniejsze.

Dokładne informacje na temat szafek zawsze są podawane przez organizatora danego eventu kilka dni przed wydarzeniem na oficjalnej stronie. News najczęściej nazywa się „All you need to know” i zawiera dużo przydatnych porad organizacyjnych.

Mamy nadzieję, że ten tekst rozwieje Wasze wątpliwości. W razie jakichkolwiek pytań zawsze służymy pomocą.

Shutdown Festival na taśmie 35 mm – 2017 vs 1977

Austria jest jednym z nielicznych krajów w Europie, który nie produkuje własnej energii jądrowej. Mimo to na jej terenie znajduje się jedna elektrownia atomowa, tyle tylko, że nigdy nie uruchomiona. Powodem był strajk mieszkańców miejscowości Zwentendorf i okolic, którzy bojąc się skutków ewentualnej katastrofy, nie chcieli dopuścić do rozpoczęcia pracy już ukończonej elektrowni. Największe protesty odbyły się w 1977 roku, a pod naporem obywateli, 5 listopada 1978 roku rząd przeprowadził ogólnokrajowe referendum, w którym wszyscy Austriacy mogli zagłosować, czy chcą aby ich kraj uzyskiwał energię jądrową. W referendum przeważyły głosy negatywne, dlatego budynek aż do teraz stoi nieużywany.

Jak niektórzy jednak wiedzą, w tym roku na jego terenie odbyła się pierwsza edycja festiwalu Shutdown, który był jedną z większych imprez hardstyle/hardcore, jaka dotychczas miała miejsce w Austrii. Co prawda odwiedzający mieli do dyspozycji tylko trzy sceny, ale jak na możliwości tamtejszego rynku muzycznego, był to bardzo dobry wynik. Dlaczego jednak o tym wszystkim wspominamy? Wszystko przez pewną fotografkę, która postanowiła przeprowadzić ciekawy projekt. Zauważyła ona, że impreza odbyła się dokładnie 40 lat po wspomnianych protestach, a brała w nich udział również jej mama. Miała ona wtedy około 20 lat, tak samo jak córka teraz. Fotografka postanowiła więc wziąć od mamy zdjęcia zrobione 40 lat temu i porównać je z własnymi fotkami wykonanymi na imprezie. Dla porównania, wykorzystała ona taśmę 35 mm tak, aby jak najlepiej odwzorować ówczesne warunki.

Jak fotografka sama powiedziała, na imprezie czuła się nieco dziwnie, bo bawiła się dokładnie w tym miejscu, w którym kiedyś protestowała jej mama. Równocześnie to tam zrodziła się historia wspominana przez całą jej rodzinę i mieszkańców Zwentendorf. To tam również miały miejsce wydarzenia, które wpłynęły na politykę Austrii. Wspomniane zdjęcia możecie obejrzeć poniżej.

Źródło

11 typów imprezowiczów

Bez dwóch zdań, festiwale to najgorszy sposób żeby posłuchać muzyki na żywo. Zawsze na nich pada, zostawiasz samochód akurat na środku parkingu, żeby przejść na teren imprezy musisz pokonać mniej więcej trzy hektary, a gdy już Ci się uda dotrzeć, stoisz w odległości 52 boisk piłkarskich od sceny słysząc muzykę tak, jakby była grana z 30-letniego boomboksa. Ale to wcale nie jest najgorsze. Są bowiem rzeczy gorsze nawet od butelki wody za 5 euro, piwopodobnych sików za 2,5 EUR i opalonych śladów po opaskach na rękach – to ludzie. Każda z osób jeżdżących na festiwale jest wielkim, rozwydrzonym dupkiem i pasuje do jednej z poniższych kategorii.

Oddany chłopak

Najbardziej nieszczęśliwa osoba na imprezie, która przyszła tam tylko ze względu na swoją dziewczynę. Kiedy akurat nie trzyma jej torebki, stoi razem z nią w pierwszym rzędzie i udaje, że się dobrze bawi przy najnowszym hicie Gunz for Hire. Ten biedak może nawet użyczyć swoich ramion jeżeli dziewczyna nie widzi sceny. Dodatkowo udaje przed ochroniarzami kolegę Ran-diego tylko po to, żeby wkręcić dziewczynę na backstage.

Fani Dr Peacocka

Ten typ człowieka musi być zagorzałym fanem Dr Peacocka (peacock = paw). Chodzi o osoby zakładające na głowę pióropusz. Najwyraźniej nikt im nie powiedział, że od kilku lat imprezowy strój łączący piórka rdzennych Amerykanów z bezrękawnikami jest niemodny, a dodatkowo wkurza innych ludzi, bo skutecznie zasłania widok na scenę. To taki odpowiednik dziewczyn siedzących przez 0,5h na ramionach swoich facetów, tyle tylko, że dla osób samotnych. Jeżeli zwrócisz im na to uwagę, skutecznie Cię zripostują odpowiadając coś w stylu “Chill out, bro!”.

Blogerka modowa

Ta dziewczyna z obsesją na punkcie Pinteresta zawsze dobrze się bawi na letnich festiwalach, bo przecież musi ładnie wyjść na zdjęciach. Nie ważne, że przed rozpoczęciem wakacji spędziła tygodnie pracując nad swoimi kreacjami, które i tak później zostaną oblane piwem i potem. Najgorzej jeżeli zdecyduje się założyć cekiny, tuzin metalowych bransoletek i naszyjnik, bo wtedy lasery odbijające się w jej biżuterii będą razić wszystkich dookoła. Outfit dopełniają okulary przeciwsłoneczne w kształcie serca, wianek z kwiatów i jakiś tatuaż o abstrakcyjnym kształcie, za którym z pewnością kryje się jakieś głębsze przesłanie niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Przy okazji wszyscy wokół blogerki też muszą dobrze się bawić, bo jak mogłoby być inaczej skoro połowę imprezy transmituje ona na Facebooku? Co ludzie by sobie pomyśleli? No i o ile mniej lajków by wpadło gdyby jedna osoba z towarzystwa zamulała? Rzecz jasna grana muzyka nie ma tu żadnego znaczenia.

Fotograf

Jesteś młodą, atrakcyjną osobą, która dobrze się bawi? Fotograf dostał wytyczne by dostarczyć zdjęcia osób pasujących do hashtagów #youth #attractive i #party, które potem zostaną wykorzystane w materiałach promocyjnych kolejnej edycji festiwalu, więc już się od niego nie opędzisz. Od kiedy Cię zobaczy, będzie Ci towarzyszył na każdym kroku skutecznie krępując Twoje ruchy. Oczywiście chcesz ładnie wypaść żeby mieć fajną pamiątkę z wakacji, ale po pewnym czasie, gdy zachce Ci się podrapać po tyłku, docenisz luksus bycia czasem poza obiektywem.

Hippis/entuzjasta narkotyków

Chodzi na imprezy mniej więcej od momentu swoich narodzin, więc techniki przemycania narkotyków ma opanowane do perfekcji. Doskonale wie do czego służą buty, bielizna lub damskie kucyki. Jeżeli zaczniesz z nim rozmawiać, szybko dowiesz się o substancjach, których istnieniu zupełnie nie wiedziałeś. Pod koniec imprezy przybiera jednak nieco inną postać. Z zawodowego chemika przekształca się bowiem w nienaturalnie pocącą się osobę o wyjątkowo ciemnych i szeroko otwartych oczach, która oprócz nogami i rękami lubi tańczyć także żuchwą.

Zakochani

Często widziani gdzieś na uboczu podczas zlizywania z siebie nawzajem kryształków MDMA. Czasem jednak lubią używać swoich języków do zasłaniania innym widoku na scenę poprzez namiętne całowanie się wprost przed Twoimi oczami. Zdarza im się również skutecznie blokować dostęp do toi toiów, na przykład w taki sposób: https://www.facebook.com/Hardtripy/videos/1938231516422667/

Szpanerzy

Całą zimę wykorzystywali swoją kartę multisport żeby zbudować formę przed sezonem festiwalowym. Gdy już w końcu pójdą na imprezę, nieważne jaka byłaby pogoda, od razu zdejmują koszulkę – przecież nie przyszli tu dla zabawy, a po to żeby pokazać się innym. Jeżeli kiedykolwiek zobaczycie taką osobę podczas dobrej zabawy to dajcie znać, bo zazwyczaj tylko ponuro patrzą na resztę ludzi zawiedzeni tym, że nikt do nich nie podchodzi powiedzieć jakiś komplement lub dotknąć bicepsa. Jeżeli stosują już jakieś używki to tylko narkotyki, bo w przeciwieństwie do alkoholu, nie mają one kalorii.

Atencyjna szmata

Nawet w morzu 30 000 osób musi się koniecznie wyróżnić. Robi to poprzez założenie dziwnego stroju, takiego jak majtki Borata, zielony garnitur lub outfit Alana z Kac Vegas. Czasem zwraca na siebie uwagę innych poprzez dziwne zachowanie. Zazwyczaj wspina się na namiot, scenę główną lub słup z nagłośnieniem. Żywi się przybijanymi z nim piątkami. Mimo wszystko, o ile nie robi czegoś głupiego, stanowi fajną atrakcję na imprezach, bo tacy pozytywni ludzie są tam potrzebni.

Koleś, który zapomniał kremu do opalania

Co tu dużo mówić, robotnicza opalenizna nie jest tylko domeną Polaków.

Snapchatowy transmitter

Ten podpunkt dotyczy również osób zdających relację na Twitterze lub robiących transmisje na Facebooku. Tym samym mówimy też o sobie, bo na naszym profilu znajdziecie nagrania z różnych eventów. Założenie jest proste: stworzyć jak najwięcej relacji/wpisów na temat danej imprezy, koniecznie oznaczając je hashtagiem #killingit. W ten sposób powstają kombinacje takie jak #Angerfist #killingit, #D-Sturb #killingit czy #BlutoniumBoy #killingit (no dobra, nie ma rzeczy niemożliwych). Na koniec trzeba dodać, że taka osoba ma mniej więcej 48 followersów, więc i tak nikt nie zobaczy jej działań.

Dziennikarz muzyczny

Już od samego początku widać, że nieco odstaje od reszty osób. W końcu widział już tyle imprez, że ciężko go zaskoczyć. Patrzy z góry na bydło pchające się do bramek – on jest ponad nimi. Spokojnie obserwuje, nie bawi się, tylko po cichu układa sobie w głowie wstępną strukturę recenzji, którą napisze w poniedziałek. Aby nieco urozmaicić swoją twórczość, wybiera najbardziej pijane osoby i zadaje im jakieś trudne pytania – na przykład „Jak się bawisz?”. Oczywiście wszystko nagrywa i upublicznia w internecie tak, żeby inni mogli mieć potem ubaw i poczuli się mądrzejsi od innych.

14 oznak, które świadczą o tym, że jesteś uzależniony od Hardstyle’u

Ludzie słuchający Hardstyle’u wiedzą, że jest to coś więcej niż tylko muzyka. Nie ma znaczenia jak silny jesteś – gdy tylko usłyszysz znajome dźwięki, Twoja głowa samoczynnie zaczyna kiwać się w rytm charakterystycznego kicku. Brzmi znajomo? Bardzo możliwe, że jesteś uzależniony. Oto 14 oznak, które potwierdzą, że nie potrafisz już żyć bez Hardstyle’u.
Jesteś uzależniony jeżeli…
  1. …za każdym razem gdy chcesz napisać angielskie słowo “climax”, odruchowo wpisujesz “Qlimax”. Tak samo jest z wyrazami “capital”, “defcon” czy “continent”.
  2. …znajomi dziwnie się na Ciebie patrzą gdy oglądasz jakiś film po raz pierwszy, a mimo to znasz na pamięć pojedyncze dialogi. Wszystko przez to, że ten sam wokal wykorzystano w jakimś utworze. (przykład: Ran-D & B-Front – The Message oraz film The Great Dictator czy Requiem – Take the Hit i Rocky Balboa)
  3. …rozpoznajesz tytuły utworów po pierwszym kicku
  4. …piosenki grane w radiu brzmią znajomo, ale tylko dlatego, że znasz ich hardstyle’owe remixy
  5. …idziesz pobiegać i Twoje tempo zawsze wynosi dokładnie 150 kroków na minutę, a tętno 150 BPM
  6. …próbujesz zrobić coś pożytecznego, ale zamiast tego kończysz kręcąc w powietrzu kolejne kickrollsy w rytm właśnie odtwarzanego utworu
  7. …widząc w internecie zwrot “DAFUQ” Twoim pierwszym skojarzeniem jest nowy event organizowany przez Q-Dance
  8. …jadąc autobusem starasz się unikać znajomych, bo jeżeli usiądą obok Ciebie, nie będziesz mógł dłużej słuchać muzyki na słuchawkach
  9. …wzruszasz się widząc aftermovie z imprezy, na której byłeś
  10. …słyszysz Hardstyle i Hardcore w odgłosach miasta. Przykład: buczenie wentylatora kojarzy Ci się z Frenchcore’em, a roboty drogowe to Terror w czystej postaci
  11. …Twoja wieczorna modlitwa to Showtek – FTS
  12. …spotykając przypadkowo drugiego hardstyle’owca traktujesz go jak swojego przyjaciela, którego znasz od przedszkola
  13. …nie poszedłeś na studniówkę, bo pani kazała tańczyć Poloneza, a jedyne tańce jakie znasz to Hakken, Muzzing i Jumpstyle
  14. …jedyne obcasy jakie akceptujesz to podeszwa od Air Maxów

Edit:

15.…podczas uczestnictwa w wydarzeniach typu koncert charytatywny rozkminiasz wystrój pod kątem sceny ostatnio odwiedzonego eventu a występującego artystę wyobrażasz sobie    jako wariację z którymś, ze znanych DJów.

Jeżeli choć jedno z tych stwierdzeń wygląda dla Ciebie znajomo to znaczy, że jesteś uzależniony od Hardstyle’u. Ale nie martw się – tej muzyki nie da się przedawkować.